piątek, 30 sierpnia 2013

Bad day! Really bad day!!!!

Dzisiaj mam jeden z tych dni (nie chodzi mi o Te dni) kiedy bez siekiery do mnie nie podchodź. 

Nie wiem jak to się dzieje, ale rano wszystko w porządeczku, śniadanko, Zośka, praca, maile, wysyłka, grzyby a potem jakby mnie naprawdę coś w d... ugryzło.

Wszyscy do zabicia!!!


Moje motto na dziś


"BARDZO LUBIĘ LUDZI, ZWŁASZCZA GDY BŁAGAJĄ O LITOŚĆ" 

Wszystko mnie drażni, wszystko mam gdzieś. Najbardziej na świecie chciałabym wsiąść w samochód i pojechać daleko, bardzo daleko. Na zawsze.

I jeszcze na dodatek dzisiaj w telewizji Harry Potter, Insygnia śmierci a Zocha pewnie jak na złość potańczy do 21 :-)

Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!

Ratunku!!! 

Zabierzcie mnie stąd!!!

p.s. a wieczorkiem po kąpieli Zośki, czekając aż tata zrobi mleczko, położymy sie obie w łóżku, głowa przy głowie, nos przy nosie, oko w oko i będziemy się przytulać i szeptać do siebie głupotki ;-)

p.s. no chyba, że wcześniej kogoś zamorduję!

czwartek, 29 sierpnia 2013

Na grzyby! Tralallalallala! Na grzyby!

Sezon grzybowy uważam za otwarty :-)

Wybrałyśmy się dzisiaj z dziewczynamy na grzyby. Niby sucho, niby noce zimne ale ludzie już coś w koszykach noszą a i w radiu mówili, że grzyby są.

Babcia się z nas śmiała bo wiaderko wzięłyśmy sporawe...

Łatwo nie było, bo gorąco strasznie. Miejsce do którego pojechałyśmy to nawet nie las, tylko kilka choinek rosnących na skraju działki. Trawa ogromna. Wyższa od Zośki, więc Zośka miała problemy z chodzeniem. Hi hi dla niej to było jakby przez busz się przedzierała...

Poza tym doszła do wniosku, że się boi wchodzić między większe drzewa więc mamusia znowu dzisiaj ćwiczyła bicepsy... 

Ale grzyby były :-) Ha, ha!!! Maślaki!!! Całkiem sporo, całkiem spore i nie robaczywe.

Najwięcej znalazła oczywiście mamusia :-) "Miszczunio" grzybobrania! 

Ah ma się te oczy :-) Cztery...

Ale i Zuzia znalazła kilka. A Zofia bardzo istotny wkład w całą akcję miała, bo chodziła i nawoływała "Byby!, Byby!" 






środa, 28 sierpnia 2013

ZOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO

Dzień dzisiejszy pełen był wrażeń :-) 

Wycieczka do zoo!!! Hura!!!

To już druga wycieczka Zochy. Pierwszy raz byliśmy w zoo rok temu, kiedy Zocha miała rok. Podobało jej się wtedy bardzo.

W tym roku pojechaliśmy jeszcze bardziej rodzinnie. Zocha, Zuzia, mama, tata, babcia i wujek. 

Niestety nie udało nam się załapać na ten super wózek więc rączki mamy (wiadomo najlepsze) troszkę się chwilami pomęczyły. Ale za to jakie piękne bicepsy są :-) No może będą... Za czas jakiś... 






Zośka kocha zwierzęta baaaaardzo. One ją czasem troszkę mniej... (Szczególnie Mruczek zza płotu)

Wszystkie były piękne, cudowne i słodkie i najchętniej wlazłaby do każdej klatki, zagrody, basenu itp.




"Mamuś ja tam!!! Mamuuuuuś tam jaaaaaaaaa!"

Do rybek pukała, osiołka głaskała, koza chciała ją wziąć na rogi, mrówkojad pokazał jej jęzor a miś polarny specjalnie dla nas stanął na dwóch łapach.  Było wspaniale!









Oczywiście zaliczony został także plac zabaw. Obowiązkowo!!!










Mała przerwa na lunch też była...



A mamusia fotografowała zwierzątka bo uwielbia fotografować, choć nie bardzo jej to wychodzi. Ale co tam...


















Chwila przerwy była konieczna :-)



Choć niektórzy byli jakoś mniej zmęczni od pozostałych...






No to co teraz robimy?




A pożegnał nas sam król :-)



wtorek, 27 sierpnia 2013

GADAŚNA...

Wiedziałam, że dzieci kiedyś zaczynają mówić i wiedziałam, że mówią dużo ale żeby tak cały czas?!

Pierwsze słowo jakie powiedziała Zośka to było słowo - baba. Potem były szybko tata, dziadzia a na końcu mama. Z czasem dochodziły nowe słowa - miś, amam, piciu, pać, myjmyj itp. Na swoją siostrę cioteczną Zuzię nie wiedzieć czemu mówiła Julia. 

Było tego trochę. Potem zaczęła składać krótkie zdania. Mówiła całkiem sporo, czasem coś próbowała powtórzyć. Trwało to dosyć długo. 

Aż tu nagle, jakby w jednej chwili zaczęła gadać duuuuużo, budować dłuższe zdania i powtarzać wszystko co usłyszy. 

Podkreślam - WSZYSTKO!!! 

Zdarzyło się też ze dwa razy brzydkie słowo na k... Muuuuusimy uważać i pilnować się bardzo :-)

Najbardziej zaskakujące jest jednak dla nas jak Zośka sama użyje słowa którego wcześniej od niej nie słyszeliśmy :-) 


Ostatnio na przykład na moje pytanie "Gdzie jest tata?" odpowiedziała "Paci tata bum" (Tata pojechał samochodem do pracy).

To jej gadanie jest słodkie ale bywa też czasem męczące a przecież to dopiero początek :-) Za chwilę pewnie zaczną się pytania typu Co to? Po co? Dlaczego?

Ostatnio odwiozłyśmy tatę na jakieś spotkanie ze znajomymi i wracałyśmy samochodem do domu. Było około dwudziestej. Padał straszny deszcz. Jechałyśmy ze dwudzieścia minut i przez całą drogę syszałam:

"Deś pada duzi"
"Mamo deś pada duzi"
"Noć jeś mamooo"
"O bum jeś"
"Mamuś buuum jeś. Idziś?"
"O jaś (las) duzi" 

Jak wróciłyśmy do domu, babcia pyta Zośkę: "Gdzie masz tatę, co robi?"

Na to Zośka: "Tata pifo piciu-piciu"



Przesłodkie poprostu :-)

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

STARA...

Wczoraj miałam urodziny. Trzydzieste piąte. Jezu jak miałam piętnaście lat to wydawało mi się, że jak ktoś ma trzydzieści to jest już baaaaaardzo stary. A tu za chwilę czterdziecha!

Dwa dni temu ktoś całkiem młody powiedział mi, że stara jestem. I normalnie zrobiło mi się przykro. Pierwszy raz w życiu zrobiło mi się przykro z tego powodu. Chyba faktycznie się starzeję, jak mnie coś takiego rusza. Kryzys wieku średniego czy co? Kto wie, może tak...
I kondycja już nie ta i zdrówko... Wczoraj wieczorem winko a główka do tej pory mnie boli :-(

Ale nie ma co się poddawać i biadolić. Dziecko małe, aktywne, trzeba sie mocno ogarniać, żeby nadążać :-) 

I zawsze trzeba dostrzegać pozytywy - mógł przecież powiedzieć stara, gruba i brzydka he he ;-)

czwartek, 22 sierpnia 2013

DZIWACTWA ZOCHY

Zośka nie jest idealnym, genialnym, wzorowym, wytresowanym dzieckiem. Nie zasypia sama w łóżeczku na komendę (niestety) a już napewno nie w dzień. Jak już przychodzi jej pora na poobiednią albo przedobiednią drzemkę (drzemka w dzień jest jedna ale niekoniecznie zawsze po obiedzie) to trzeba Zośkę wsadzić do wózka i pobiegać z nią po podwórku "delikatnie" kołysząc wózek. 

Nie zawsze Zośka jest świadoma, tego, że chce jej się spać i nie daje się wsadzić do wózka bez negocjacji. Do usypiania konieczny jest rekwizyt do ręki. Ostatnio zazwyczaj była to piłka. Nie jakaś tam mała piłeczka, tylko normalna piła do siatkówki :-) Trzeba jeszcze wtedy Zośkę odpowiednio długo po zaśnięciu wozić w tym wózku, ponieważ jak zabiorę rekwizyt za wcześnie to oczywiście Zośka natychmiast się budzi. 


A co! Żeby tam matce za łatwo nie było :-)


Dzisiaj z kolei naszym rekwizytem była trąbka - taka jak mają kibice tylko na szczęście wersja dla dzieci. 


UWAGA!!! Oznaką, że dziecko zasypia jest zaprzestanie wydobywania się dźwięku z trąbki...


W zeszłym tygodniu Zośka przeszła jednak samą siebie. Tata podczas porządków znalazł jakąś starą kartkę urodzinową z Shaun the Sheep. Niestety grającą... I niestety pokazał Zośce to "cudowne" znalezisko. 


Idealny wprost rekwizyt do spania. Rewelacja!!!! Kurde!!!






Najpierw Zośka otwierała sobie kartkę żeby jej grała. Jak już zaczęła wpadać w letarg to zapominała otwierać kartkę i płakała, że kartka nie gra. A jak już w końcu zasnęła, to nie chciała kartki oddać z łapek a kartka jak na złość była otwarta na "granicy" melodii. Jak tylko wózek za mocno bujnął albo Zośce opadła ręka to kartka oczywiście zaczynała grać. Nie wiem, czy już pisałam, że cierpliwość nie jest moją najmocniejszą stroną... 


Mnie prawie trafił szlak, nie wspomnę już ile musiałam się nałazić z tym moim świrkiem w wózku :-) 


Ale co, no kocham ją przecież:-) Najbardziej na świecie :-)


poniedziałek, 19 sierpnia 2013

JABCAKI...

Ha, kto zgadnie co to takiego?

Jabcaki to placki z jabłkami.

A zaczęło się od drzemki Zośki (tak, drzemka jest nadal aktualna) a właściwie od pobudki z drzemki. Zośka wstała, poszłyśmy na siusiu i tak sobie gadałyśmy o tym co ja dzisiaj kupiłam. Były wśród moich zakupów jabłka i Zośka zażyczyła sobie jabłko na obiad:-) Ja zaproponowałam, bez cienie nadziei na zgodę, placki z jabłkami. I dziecko o dziwo zgodziło się. 
Zaskoczyła mnie, bo jak jakiś czas temu chciałam, żeby spróbowała jabcaków to w ogóle nie było o czym rozmawiać...

Ale dzisiaj zrobiłyśmy te placki razem. 

Moje placki z jabłkami właściwie powinny się nazywać jabłka w cieście. Robię gęste ciasto naleśnikowe (jajko, mąka, mleko) z dodatkiem cukru. Do ciasta wrzucam w bardzo dużych ilościach pokrojone w nieregularne plasterki jabłka. W bardzo dużych ilościach tzn. tyle, że ciężko jest to potem wymieszać, tak aby każdy kawałeczek jabłka był "upaprany" ciastem. Smażę placki na oliwie. Jak ktoś lubi można posypać cukrem pudrem. Ja i Zośka wolimy bez :-) Tata lubi z cukrem.


to  moje placki




a to moje dziecko wcinające moje placki :-)





Spróbujcie! Pyszne! Polecamy!
Zośka i ja :-)

niedziela, 18 sierpnia 2013

RAKLAMOWO-BIZNESOWO...

Jak już pisałam kiedyś prowadzę sklep internetowy z ubrankami dla dzieci. 

Jakiś czas temu w jednej z dostaw były komplety bielizny. Zośka upatrzyła sobie jeden z nich i baaardzo chciała go mieć. 



http://www.tuptajacebiedronki.pl/pl/p/CELAVI-KOMPLET-BIELIZNY-kwiaty/234

Nic z tego nie wyszło. Potem paczka trafiła do innego pomieszczenia i tak jakoś temat przycichł. Dzisiaj postanowiłam zrobić trochę porządku z zasobach sklepu i zdecydowałam, że faktycznie ten komplet Zośce zostawię. Zośka jak tylko zobaczyła oczywiście natychmiast postanowiła założyć i do tej pory zdjąć nie chce :-)

A powiem Wam, że w realu wygląda lepiej niż na zdjęciu...



Zośka jak widać zachwycona :-)



W tej bieliźnie można tańczyć...




Można się wygłupiać z tatą...




Można się do taty przytulić...




Można też wyjść na dwór w upalny dzień...




 I ulubionym wozem strażackim też się można pobawić :-)




Jest naprawdę super :-) Polecam :-)

p.s. można też w niej spać... zdjęć niestety brak :-)

sobota, 17 sierpnia 2013

KULINARNIE...

Dzisiaj będzie kulinarnie, bo właśnie z piekarnika dolatują do mnie cuuuuudoooooowne aromaty... i choć bym chciała pisać na inny temat to nie dam rady :-)

A dzisiaj w menu jedna z ulubionych potraw rodzinki... Przepis znalazłam kiedyś w sieci. Nosił nazwę kurczak po tajsku czy jakoś tak. My na to mówimy pałeczki w pomidorach :-)

Oto przepis na PAŁECZKI W POMIDORACH

SKŁADNIKI:
4 pałeczki z kurczaka 
1 szkl soku pomidorowego (Ja zawsze wybieram pikantny)
2 łyżki sosu sojowo-grzybowego
1 łyżka octu winnego białego
1 łyżka oliwy z oliwek
1 łyżka miodu
1/2 łyżeczki czosnku granulowanego

(Ja standardowo robię ten przepis razy 2 lub 3) 

Pałeczki myjemy dokładnie i układamy w misce. Pozostałe składniki dokłanie ze sobą mieszamy, tak żeby się ładnie ze sobą połączyły i zalewamy tym mięsko. Odstawiamy do lodówki na minimum 3 godziny (ale najlepiej na całą noc).

Zamarynowane pałeczki układamy obok siebie (koniecznie obok siebie a nie piętrowo) w naczyniu do pieczenia i zalewamy całym sosem. Wstawiamy do nagrzanego piekarnika. Pieczemy do momentu, aż sos zacznie gęstnieć (ok. 2 godzin). Co jakiś czas przewracamy pałeczki, żeby się ładnie przypiekły z każdej strony. 


Uwaga! 
Jak tylko sos zacznie gęstnieć trzeba uważać bo potem szybciutko może sie przypalić.

Ja to danie podaję z ryżem polanym sosem z pieczenia oraz samym zielonym ogórkiem.

 PYSZNOŚCI!!!!!





p.s. Do pieczenia zamiast naczynia żaroodpornego lub brytfanki polecam jednorazowe, aluminiowe foremki. Naczynie wielokrotnego użytku ciężko po tym pieczeniu domyć.

p.s. 2 Uwaga z dzieciakami. Pałeczki są baaaardzo brudzące...

wtorek, 13 sierpnia 2013

MOJA MAŁA KSIĘŻNICZKA...

Mamy kolejny hicior filmowy!!! 



Świat małej księżniczki




Dziwna sprawa... Pingu na przemian z Ciekawskim George'em byli na topie co najmniej pół roku. Ja już prawie wszystkie dostępne na YouTube odcinki znam na pamięć. Nic innego nie wchodziło w grę. Tylko "Sziu" i "Dżiodż".

Myślałam, że z Peppą będzie to samo. Świat małej księżniczki przypadkowo "zaplątał" się wśród odcinków Peppy i tak się Zośce spodobał że mogłaby siedzieć przed telewizorem od rano do wieczora gdybym jej tylko pozwoliła. 

Ale chyba już Zośka wskoczyła na wyższy poziom. Pamiętam jak kiedyś kilkukrotnie trafiłyśmy w telewizji na ten serial i nie wzbudził większego zainteresowania. Aż tu nagle takie bum!

No zobaczymy jak długo. A swoją drogą to całkiem fajna bajka. Na początku nie do końca podobała mi się grafika, ale już się przyzwyczaiłam. A fabuła jest całkiem, całkiem muszę przyznać. Kto wie, może kiedyś przydadzą się przygody Little Princess do celów wychowawczych :-)






O właśnie, ostatnio mamy problemy z czesaniem... 




Hm... może ja się zakumpluję z tą księżniczką... ;-)



poniedziałek, 12 sierpnia 2013

ZUZIA I ZOŚKA



Ten przecudny rysunek to dzieło mojej siostrzenicy Zuzi (lat 7). Przedstawia Zuzię i Zośkę :-)

ZOCHA I KSIĄŻKI

Ja uwielbiam książki od zawsze. Teraz niestety nie mam na nie zbyt dużo czasu, ale staram się...

Zośka na szczęście też książki kocha. Ta miłość miała już różne etapy - oglądanie, "czytanie", ślinienie, jedzenie (bo przecież książki są mniamniuśne)...











Książek mamy sporo. Od kilka miesięcy czytamy wieczorem przed snem jedną bajkę i baaaaardzo to lubimy. 

Z książkami trzeba jednak uważać. Zanim kupisz nawet najmniejszą książeczkę dla dziecka, najpierw przeczytaj co w niej jest. Kiedyś kupiliśmy jej książeczkę (nie podam wydawnictwa i tutułu) z koszmarnym wierszykiem. Niestety przez długi czas była ukochaną książką Zośki, którą trzeba było czytać po 10 razy dziennie. Masakra!!!

Książki są super, czytanie dzieciom jest super a najbardziej super są czytające dzieci :-)






niedziela, 11 sierpnia 2013

SZOKUJĄCA KAMPANIA...

Niby prognozy pogody nie zapowiadają już wielkich upałów ale ciepło jeszcze może być. 
Mnie cały czas "męczy" film jaki obejrzałam jakiś czas temu. Choć ja bardzo wrażliwa nie jestem to jednak zrobił na mnie wrażenie...




Jak oglądasz coś takiego to wydaje ci się, że nie ma przecież na świecie aż takiego idioty czy idiotki, który zostawi dziecko samo w samochodzie. O upale już nawet nie wspominam. 
Ale przecież takich kampanii nikt nie robi z nudów. Takie kampmanię powstają, bo są potrzebne. Dla mnie chyba najbardziej wstrząsająca jest koncówka filmu - statystyki.





 Zdjęcie pożyczone z fanpage'a Wamusie

sobota, 10 sierpnia 2013

ŚPI, ŚPI, ŚPI!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

ŚPI, ŚPI, ŚPI!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Tak, to była wina upałów!!! Napewno!!! 

POOBIEDNIA DRZEMKA

Nie wiem czy to przez te upały czy może Zośka się starzeje, ale od tygodnia nie chce spać w dzień... 

Wiadomo, poobiednia drzemka to zbawienie dla rodzica. Można sobie coś zrobić spokojnie, bez ciągłego przerywania, sprawdzania, odpowiadania na pytania, nasłuchiwania... 
Każdy rodzic wyczekuje tego momentu dnia z utęsknieniem :-)





Niestety w ostatnim tygodniu Zośka rano ciągnęła do 8-ej, 9-tej nawet. A potem w dzień na choćby małą wzmiankę o spaniu - "pać? nieeeeeeee paaaaaaaaaaać!!!!!!!!!!!!!!!!" Jedyny plus tego, to że wieczorem około 21-szej padała natychmiast, po dwóch łykach mleka i trzech zdaniach bajki.

Wczoraj marudna była już o 19-tej, zaryzykowaliśmy wcześniejszą kąpiel. W efekcie o godzinie 20-tej dziecko już słodko "chrapało" :-) Pobudka za to dzisiaj była przed 6-tą. 

Ale  nic to... jest godzina 13-ta a Zośka jakaś taka... śpiąca jakby...?

Oby, oby!!! Ja cały czas żyję nadzieją, że to wszystko przez te upały...