piątek, 31 stycznia 2014

Puzzlomanii wielki powrót...

Parę miesięcy temu pisałam o szaleństwie puzzlowym Zośki. Szaleństwo w końcu minęło. Puzzle były układane raz na jakiś czas.

Ostatnio puzzle zatriumfoły znowu i uderzyły ze zdwojoną siłą. 

Puzzlomaniak powrócił!!!

"Mamo ja cie utadać!"

Zocha układa wszystko co jej pod rękę podejdzie i co jej się tam tylko przypomni.

Jednak zdecydowanie ulubione i ciągle "wałkowane" są puzzle, które dostała na gwiazdkę.  Ułożyliśmy je wtedy ze dwa, może trzy razy i poszły w odstawkę. 





A puzzle niby tylko 36 elementów, gigantów to jednak wcale nie takie łatwe do ułożenia... Szczególnie buzia misia składająca się kilku bardzo podobnych do siebie elementów.

Ale Zocha już tak się wprawiła, że bez najmniejszego problemu układa je sama. 







Bardzo polecam. Nie dość, że dopasowanie elementów ćwiczy małe rączki, to jeszcze rozwija wyobraźnię i pamięć oraz ćwiczy logiczne myślenie.

Nasz "Pufaty miś" to akurat produkt Trefla 3+



środa, 29 stycznia 2014

Dzień wczorajszy Zochy...

Do najłatwiejszych nie należał...

Rano wszystko super. Pełna radość bo jedziemy na zajęcia. A jak jeszcze na dodatek nowym samochodem to już w ogóle odlot. Zośka piszczała z radości.

Z zajęć Zośkę odbierali dziadkowie, bo ja musiałam z moim niesłyszącym uchem udać się do lekarza. Dziadkowie odebrali Zochę, wszystko super :-) Pojechali całą trójką po Zuzię do szkoły. I tu też super. Zośka wygłupiała się z panią woźną i takie tam różne wariactwa swoje odstawiała. Ale babcia zrobiła jeden zasadniczy błąd (a ja zapomniałam ją przed tym ostrzec) - nie pozwoliła iść Zośce z Zuzią do szatni. Uuuuu...  I zaczęło się...

Pełna histeria w szkole. Powrót do domu z rykiem. W pewnym momencie jak zaczęłam ją rozkręcać to już sama nie wiedziała, czy ma się śmiać (bo ją rozweseliłam) czy płakać (żeby dalej ciągnąć teatrzyk).

I wyszła z tego taka mała sesyjka...











Po drzemce (z której musiałam ją obudzić) było jeszcze bardziej dramatycznie...  

Wrrr... Nic tylko wystawić za okno... 

Padła spać przed dwudziestą a kolejny (dzisiejszy) dzień zaczęła o 3.20 :-)

p.s. przy okazji prezentacja najnowszej pracy jaką Zochą przywiozła z wczorajszych zajęć :-)




p.s. Pani doktor zdiagnozowała u mnie zapelenie ucha - wersję, która zazwyczaj występuje u dzieci...

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Saga wyklętych...

Udało się. Wczoraj skończyłam czytać książkę (i zaczęłam już czytać nową). 

Książka grubachna - 700 stron. Przy moim tempie przeczytanie jej zajęło mi prawie trzy miesiące, ale tak to jest jak się czyta po kilka stron dziennie. Tutaj jeszcze na dodatek bardzo drobny druk - dla moich oczu bardzo męczące. 

"Saga wyklętych" Chufo Llorens'a



 


Chufo Llorens najbardziej chyba kojarzony jest z "Władcą Barcelony". Ja niestety nigdy "Władcy..." nie przeczytałam, choć zawsze chciałam.

"Saga..." to powieść historyczna, której akcja toczy się wielowątkowo w średniowiecznej Hiszpanii i nazistowskich Niemczech. Opowiada o losach żydowskich rodzin, ich przyjaciół i wrogów.

Jako, że tematyka żydowska jest jednym z moich ulubionych, jeśli tak w ogóle można napisać, motywów w literaturze, to bardzo mnie ta książka zaintrygowała. Raz dlatego, że mało czytałam o pogromach żydów w średniowieczu. Dwa, że nigdy nie czytałam niczego co pokazywałoby wojenną rzeczywistość nazistowskich Niemiec.

No i słuchajcie zła jestem. 

Historie opowiedziane w książce fajnie wymyślone i dobrze wpisane w historyczne tło ale niestety słabo opowiedziane. Pomysły postaci trafione, ale same postaci zupełnie płaskie. No i baaardzo słabe dialogi.

Podsumowując. Ja nie żałuję, że przeczytałam "Sagę wyklętych" ale czy polecam...?

niedziela, 26 stycznia 2014

Lodowisko...

Na placu mojej OSP powstało lodowisko :-)



A że Zośka wczoraj długo spała w dzień i za nic wstać nie chciała to wpadłam na pomysł, który podniósł ją na nogi prawie natychmiast: "Idziemy na lodowisko!"

Łyżew nie mamy ale co tam (i tak nie potafimy jeźdzć).

Poszliśmy a właściwie pojechaliśmy. Udało nam się nawet wyciągnąć tatę Zośki, mimo, że chory.

Zośka ZACHWYCONA jak to zwykle Zośka. Ganiała Zuzię po całym lodowiko. Zuzia próbowała ją nauczyć ślizgać się na butach. Przewracały się non stop. 

Ja osiągnęłam stan przedzawałowy, bo starsznym strachobździlem jestem jeśli chodzi o Zośkę.


















 





Było fajowo ale jakżesz q.... zimno. No i wyjście z lodowiska zakończyła się oczywiście totalną histerią Zochy! 

A dzisiaj śpiewa sobie "Idziemy na lododito" ;-)

sobota, 25 stycznia 2014

Talent... bez dwóch zdań...

Strasznie dawno nie pokazywałam osiągnięć plastycznych Zofii, więc nadrabiam zaległości.

Taką oto laurkę zrobioną na zajęciach Zofka wręczyła babci. Ja jestem zachwycona :-) Nie dość, że śliczna to jeszcze jak solidnie wykonana. Brokaty i inne ozdoby nie odpadną przy takiej ilości użytego kleju ;-)










Z następnych zajęć Zośka przyniosła również coś dla dziadka :-)









A na koniec coś z innej beczki. 

Tata Zofki ma problemy z bolącymi plecami i ćwiczy. Zofka ćwiczy razem z nim ;-)




czwartek, 23 stycznia 2014

Post do babci Eli...

Droga babciu Elu!

Mieszkasz bardzo daleko i bywasz u nas rzadko. Nie jesteś więc w stanie na bieżąco obserwować zjawiska jakie ma miejsce u nas w domu. 

Nie umiemy w żaden racjonalny sposób wytłumaczyć tego co się u nas dzieje. Podejrzewamy, że jakiś nasz specyficzny mikroklimat oraz niezbadane siły nadprzyrodzone powodują błyskawiczne i nieodwracalne zanikanie powierzchni wolnej w naszym domu.









W tym niebieskim worku znajduje się 400 małych piłeczek, które kiedyś były w basenie. Niestety basen uległ zniszczeniu i na razie piłeczki odpoczywają ;-)








Babciu Elu jesteśmy Ci wdzięczni (Zocha bardzo, my troszkę mniej ;-)) za prezenty jakie przysyłasz Zosi ale bardzo, bardzo, bardzo prosimy NIECH ONE NIE BĘDĄ TAKIE WIELKIE!!! 

wtorek, 21 stycznia 2014

Roman...

Kochani poznajcie Romka...



Romek to nowy kumpel Zochy. 

Kupiłam Romka z automatu za 2 zł. "Takie śmieszne COŚ" - sobie pomyślałam. A Zocha zakochała się od pierwszego wejrzenia. Bo Romek to w sumie fajny gość. Bardzo uległy jest i podatny na wpływ Zośki ;-)





Dwa złote a tyle radości. Wczoraj wieczorem usupiała z tatą. Zaglądam do pokoju a tam tata śpi a Zośka leży, maltretuje Romana i gada coś do niego przejęta;-)

Rano nam zaginął i było wielkie poszukiwanie
"Loman! Loman! Lomet! Dzie jeteś?!"
"Mamo dzie jeś Lomet?"
"Mamo plosie, pomóź mi siutać Lomana!"


Sweet! Sweet! Sweet!


Przy okazji sesji Romana i Zośce parę fotek "się dostało"