Przejdź do głównej zawartości

Dzień wczorajszy Zochy...

Do najłatwiejszych nie należał...

Rano wszystko super. Pełna radość bo jedziemy na zajęcia. A jak jeszcze na dodatek nowym samochodem to już w ogóle odlot. Zośka piszczała z radości.

Z zajęć Zośkę odbierali dziadkowie, bo ja musiałam z moim niesłyszącym uchem udać się do lekarza. Dziadkowie odebrali Zochę, wszystko super :-) Pojechali całą trójką po Zuzię do szkoły. I tu też super. Zośka wygłupiała się z panią woźną i takie tam różne wariactwa swoje odstawiała. Ale babcia zrobiła jeden zasadniczy błąd (a ja zapomniałam ją przed tym ostrzec) - nie pozwoliła iść Zośce z Zuzią do szatni. Uuuuu...  I zaczęło się...

Pełna histeria w szkole. Powrót do domu z rykiem. W pewnym momencie jak zaczęłam ją rozkręcać to już sama nie wiedziała, czy ma się śmiać (bo ją rozweseliłam) czy płakać (żeby dalej ciągnąć teatrzyk).

I wyszła z tego taka mała sesyjka...











Po drzemce (z której musiałam ją obudzić) było jeszcze bardziej dramatycznie...  

Wrrr... Nic tylko wystawić za okno... 

Padła spać przed dwudziestą a kolejny (dzisiejszy) dzień zaczęła o 3.20 :-)

p.s. przy okazji prezentacja najnowszej pracy jaką Zochą przywiozła z wczorajszych zajęć :-)




p.s. Pani doktor zdiagnozowała u mnie zapelenie ucha - wersję, która zazwyczaj występuje u dzieci...

Komentarze

Publikowanie komentarza