Przejdź do głównej zawartości

Co za... beznadzieja...

Ja pierdzielę, co za dzień!

Rano niby spoko, w miarę ogarnięte. Wszystko się jakoś układało.

Po południu też w sumie OK. Zaczęłam szyć zamówienie na poduchę sowę i PANa. 

Sowa uszyta. Wyszła superowa. Fioletowa. Śliczna :-)


















Trochę przerwy. Pan wykrojony. Zaczynam szyć, a maszyna zaczyna coś marudzić... Nić się splątała. Odplątałam. Uszyłam nóżki, jedną rączkę i... szlak maszynę trafił!

A mnie przy okazji też zaraz trafi. Kurde co za niefart. Zamówienie zapłacone, w połowie zrobione a tu taka porażka. 

Na nie mam ja jakoś farta, oj nie mam. Zawsze pod górkę. Zawsze! :-(

I jeszcze na dodatek menżowi się telefon, całkiem nowy (pół roku ma dopiero) popsuł :-( Buuuu 

Komentarze

  1. biedactwo :( przytulaka przesyłam to chyba ta pogoda tak działa, że wszystko się psuje
    a sówka piękna

    OdpowiedzUsuń
  2. współczuję ..i teraz co ? maszynę da się naprawić ? ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. no mam taką nadzieję, jest całkiem nowa. Mam ją niecały miesiąc. Zaraz dzwonię do sklepu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Głowa do góry ! :)
    Mądre kobietki poradzą sobie w każdej sytuacji :)
    Biegiem do sklepu reklamować ! :) :)

    Pozdrawiam ;]
    http://mamalolipoli.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaraz zostanie spakowana, i pojedzie do serwisu :-) Niestety wróci do mnie dopiero w czwartek :-(

      Usuń

Publikowanie komentarza