Przejdź do głównej zawartości

239. MAAAAZUUUURYYYY!!!!!

Nasi "fejsbukowi" fani wiedzą już, że zrobiliśmy sobie krótki wypad na Mazury.

Dziadek z babcią zaprosili nas na weekend do Krainy Wielkich Jezior.

Początkowo Zośka nie bardzo chciała jechać, twierdząc, że ona nie może zostawić domku. Szybko jednak dała się przekonać.

Na miejscu stwierdziła: Dziadziuś miał lację, żeby jechać na Mazuly.

A koniec pobytu stwierdziła, że chciałaby już zostać na Mazurach na wszystkie dni ;-)



Wyruszyliśmy w piątek rano.





Choć Zośka nie lubi długo podróżować samochodem, całkiem dzielnie zniosła trasę.

Na miejscu była tak zachwycona, że nawet nie chciała z nami pojechać na zakupy, co w jej przypadku jest absolutnym precedensem. Z babcią i Zuzią (reszta załogi pojechala na Mazury dzień wcześniej) obleciały cały ośrodek w ciągu pół godziny.

Oczywiście nie obyło się też bez pierwszej kąpieli w jeziorze. Pływanie w rękawkach czy kole a nawet w rękawkach i kole ;-) idzie jej naprawdę świetnie :-)





Wieczorne karmienie kaczek. Jedna nawet spojrzała mi prosto w obiektyw...





Trochę pobiegane z piłką :-)





Ale największą atrakcją wieczoru było łowienie ryb. Dziadek obiecał jej to jeszcze w domu i Zofija nie mogła się wprost doczekać.







Wiem, pomost strasznie okupany, ale co poradzić, takie życie ;-) Zośce to w ogóle nie przeszkadzało. Bawiła się świetnie. Żeby nie wystraszyć rób mówiła: Nie maltwcie się lybki, nie zjem was. I oczywiście wszystkie wypuszczała do wody :-)





Kolejny dzień był bardzo aktywny. Z rana jezioro. Tym razem zdobyte na rekinie ;-)












Najfajniejsza zabawa? Przepływanie na rekinie pod pomostem ;-)








Po porannym orzeźwieniu krótki wypad do Giżycka :-)
Spotkaliśmy tam... David'a. Tak się polubiliśmy, że wrócił z nami :-)




A to zdjęcie na dowód, że też tam byłam ;-)






Przesuwany most bardzo się Zosi podobał. 




Po południu pojechaliśmy na wycieczkę do Wilczego Szańca.
Zośka niestety usnęła po drodze i na początku wycieczki była trochę marudna. Ale pierwsze wejście do bunkra poprawiło jej humor :-)




Z dziadziusiem :-)



Autor tego zdjęcia - Zofia :-)
Nieźle, co?



Tato jesteśmy na góze śfiata... Cokolwiek by to miało znaczyć...







Wielka, betonowa ściana bunkra podparta patyczkiem na szczęście :-)







Wiadomo, że w ciemnym bunkrze najlepiej chodzić w ciemnych okularach ;-)
Inni niech sobie chodzą z latarkami ;-)






No i mapa to podstawa. Szkoda tylko, że tata kupił ją na sam koniec wycieczki ;-)






A po wycieczce na obiad do Giżycka :-)





Ah co to był za dzień ;-)  SUUUUUPER :-)

Na sam koniec dziewczyny sadziły roślinki na plaży. Zasadziły też zośkowego tatę... Kto wie, może coś z niego wyrośnie ;-)



Niedziela - ostatni dzień pobytu. W sumie to kawałek dnia, ale też całkiem intensywny. Po śniadanku na wodę. 

Oto kapitan naszego pirackiego... rowerka ;-)






Po rowerku ostatni raz do jeziora :-)










Z żaglami w tle...





No i rozstanie z placem zabaw... Było naprawdę trudne...
Zośka kocha wszystkie place zabaw. Nie ważne, czy nowe i wypasione, czy stare i pozostawiające wiele do życzenia ;-)






Było wspaniale. Krótko ale cudownie. Zresztą z takim małym turystą, któremu się wszystko podoba i który jest tak entuzjastycznie nastawiony do nowych rzeczy, zawsze jest suuuper :-)

Jakby to powiedziała Zofia:

Dziadziusiu dziękujemy za zaplosenie na Mazuly :-)


Komentarze

Publikowanie komentarza