Przejdź do głównej zawartości

216. Sport to zdrowie? No nie wiem...

Jakiś czas temu chwaliłam się Wam zmianami w mojej kuchni. 

Teraz chwalę się "aktywnością fizyczną"...



Zmiany w kuchni są małe, ale trwałe. Nadal dużo zielska, trochę nowych produktów, trochę nowych przepisów. Ogólnie fajnie.

Teraz postanowiłam trochę aktywności fizycznej wprowadzić. Pisząc trochę mam na myśli NAPRAWDĘ trochę. Takie małe tyci, tyci.

Zaczęłam od brzuszków. Różne brzuszki - pełne, półpełne, boczne itp. 

No tak sobie zaczęłam od 50 chyba. I tak codziennie sobie dodaje dyszkę. Dzisiaj było 110.

Zośka, jak zwykle zainteresowana wszystkim, jak tylko zobaczy to ćwiczy ze mną.

I tak sobie w sobotę robię te brzuszki. Zrobiłam ze 40 półpełnych i zaczęłam pełne. Zośka zobaczyła i postanowiła ćwiczyć ze mną. Poleciała za moje plecy, żeby się położyć. Usadowiła się tak, że jej nie widziałam. Ja właśnie z pełnego zgięcia, z całym impetem robiłam wyprost do leżenia. Ręce za głową splecione, szyja naprężona, kręgosłup naciągnięty i jak nie przywalę wystającym kręgiem w łepetynę Zochy. 

Ona nic na szczęście ale ja myślałam, że odpłynę na chwilę. Z 5 minut nie mogłam się ogarnąć. Potem było do wieczora spoko. Za to wczoraj i dzisiaj masakra. Boli jak diabli. Dotknąć się nie mogę. Boli mnie już nie tylko ten stłuczony kręg, ale całe place i szyja :-(

Więc już nie jestem taka pewna czy sport to zdrowie...

Tak krótko dzisiaj ;-)

Komentarze

  1. Świetny blog. Pozdrawiam i zapraszam do siebie http://kaszka-z-mlekiem.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla mojego synka impulsem do rozbudzenia pasji sportowej była szkoła tenisa. Teraz młody nie wyobraża sobie życia bez treningu.

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza