Przejdź do głównej zawartości

212. A w cholerę z tym chorowaniem...

No jak początek przedszkola był dla nas zdrowotnie łaskawy tak teraz urok ktoś rzucił czy cóś...

I o Wielkanocy trochę...



Cały przedświąteczny tydzień  Zofija chodziła do przedszkola. Łącznie z piątuniem. W piątunio malowanie jajek itp. W sobotę rano ze święconką do kościoła. Gites mailnes jak to mówi Zocha. 

Po południu jakoś tak podgorączkowy się zaczęło robić. W niedziele pół dnia w łóżku. Jak gorączka wzrastała to zdechlak zdechlakowaty. Nurofenik, drzemka i diablo nowo narodzony.

Podobnie minął też poniedziałek. Temperatura góra-dół. Górna granica to 38,5 stopnia czyli bez dramatu.

We wtorek scenariusz podobny tyle, że górny próg to było już 39,5 stopnia no i ogólne złe samopoczucie spowodowane brakiem obecności taty w domu. Co w praktyce oznacza mamo musisz być cały czas przy mnie... Także ten... matka letko nie ma. 

Do lekarza udało nam się dotrzeć dopiero dzisiaj. Na szczęście bez większych sensacji gorączkowych po drodze.

Skończyło się antybiotykiem...

Jakby tak dobrze policzyć to ta dżuma ciągnie się u nas już ze dwa miesiące z małymi tylko chwilami luzu...

Siedzimy więc w domu do wyzdrowienia. W między czasie musimy ćwiczyć rolę na przedstawienie i szyć kostium. Osy. Z żądełkiem koniecznie. Przedstawienie już za tydzień. Na szczęście ciocia z przedszkola powiedziała, że Zocha "błyskotliwa" jest i ogarnia się ;-)

Tyle w skrócie a na koniec fotki w miarę zdrowego jeszcze żuka.



Komentarze

  1. Zdrówka, u nas też non stop coś i tak prawie miesiąc było dobrze, a dziś ból głowy i stan podgorączkowy :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Dlatego trzeba dbać o siebie przez cały rok, bo nikt nie chce chorować:)

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza